Wejdź, śmiało, nie bój się :-)

Statystyki :D

Szkicownik

I like to fuck with peoples' minds. And you like it!

ZAGADKI DLA ANORMALNYCH


W Królestwie Alammakotty każdy żył w absolutnej rozkoszy, ciesząc się niemalejącym bogactwem, największym pięknem, miłością, żarciem i brakiem zmartwień. Nie należy się zatem dziwować, że wielu próbowało przekraść się do Alammakotty przez najpilniej strzeżoną granicę w całej galaktyce. Kilku się udało. Nikt jednak nie przeżył.

Obok Alammakotty leżała kraina, w której dawniej było państwo, którego straszliwa administracja doprowadziła do całkowitego kryzysu ekonomicznego, który zrujnował gospodarkę, rujnując rodziny, zabierając im jedzenie, dostęp do opieki zdrowotnej i tak dalej. Administracji już nie było. Bogaci i ci, którzy wiedzieli, co się szykuje, wyjechali dawno temu z tamtego zapomnianego państwa, acz wielu nie mogło sobie na to pozwolić, w tym rodzice młodego Atriana, których zabrała w końcu straszliwa choroba, czyniąc z Atriana sierotę. Atrian był jednak niezwykle inteligentny i mimo młodego wieku — bardzo mądry. Do tego stopnia, że okoliczni mieszkańcy poznali go jako wybawcę, który umiał uratować zdychające zwierzęta i więdnące rośliny, mimo braku odpowiedniej edukacji czy naprawić panele słoneczne. Jednakże tamtego dnia, gdy umarli jego rodzice, całe miasto było już puste. Atrian był sam i stwierdził, że nic go nie trzyma w tym miejscu — że wyruszy do Alammakotty.

Mimo niezwykłego intelektu Atrian został jednak pochwycony przez doświadczoną królewską straż graniczną Alammakotty i sprowadzono go przed oblicze króla i całą publikę dworską. Był to sędziwy człowiek, który niejedno widział, więc monotonnie oznajmił:

— Młodzieńcze, targnąłeś się na integralność naszych granic i zgodnie z prawem, jakie ustanowiłem, oferuję ci wybór.

Zlękniony Atrian nerwowo potrząsnął głową.

— Albo natychmiast odejdziesz z Alammakotty i już nigdy, pod groźbą natychmiastowej i bezwarunkowej śmierci, nie przejdziesz przez nasze granice, albo zdasz się na próbę bogów, pozwalając im zdecydować, czy zasługujesz na zostanie obywatelem Alammakotty, czy na… śmierć — oznajmił król.

Atrian wiedział, że nic go nie czeka poza granicami Alammakotty, choć bardzo chciał żyć. Potrzebował więcej informacji:

— Czy wasza wysokość może wyjaśnić, na czym polega próba bogów?

Król przytaknął i kiwnął porozumiewawczo do swych sług, którzy przynieśli do sali tronowej złoty stolik, dwie niebieskie, nieprzeniknione szmatki wielkości otwartej ręki i dwa kamienie: biały oraz czarny — każdy wielkości zaciśniętej pięści, lecz idealnie sześcienny, nie do odróżnienia inaczej niż po kolorze.

— Podczas próby bogów śmiałkowi daje się czas do następnego południa, by pogodził się ze swoimi bogami i uzyskał ich wsparcie. Potem śmiałek przybywa tutaj i widzi na stole dwie szmatki pokrywające w pełni po jednym kamieniu. Zadaniem śmiałka jest wskazać, pod którą szmatką znajduje się biały kamień. Jeżeli śmiałkowi się uda, zostaje obywatelem Alammakotty z dworskimi zaszczytami i otrzymuje rękę mojej pięknej córki, ale jeżeli śmiałkowi się nie uda, idzie natychmiast i bezwarunkowo pod topór katowski. Wiedz jednak, że dotąd ani razu bogowie nie pomogli żadnemu z wielu śmiałków, którzy wzięli udział w próbie.

Spocony jak świnia Atrian długo ważył, jak postąpić. W swej mądrości dochodził wciąż do wniosku, że nie może wrócić do Alammakotty, więc musi przejść próbę bogów, ale tak bardzo nie chciał umierać, a było to bardzo możliwe, skoro ci cali bogowie nikomu dotąd nie pomogli.

Król, widząc zakłopotanie Atriana, stwierdził, że da Atrianowi czas do przyszłego południa. Będzie miał prosty wybór: odchodzi albo wskazuje biały kamień. Atrian został zaprowadzony do celi w lochach, gdzie w stęchliźnie coraz bardziej się pocił i drżył i tracił zmysły, nie wiedząc, jak postąpić, ani jaką taktykę zastosować do ewentualnego wygrania próby. Mimo ogromnej wiedzy, inteligencji i mądrości jedyne, co widział i czuł, była niewiadoma. Nie wiedział, co ma zrobić. Nie umiał zmrużyć oka, nawet na minutę. Trzęsąc się i drżąc, zaciskał zęby na wargach do bólu, aż w końcu, tuż po północy usłyszał syk tuż za drzwiami swojej celi:

— Pss! Psss!

Atrian podbiegł do drzwi i wyszeptał:

— Kim jesteś?

— Jestem księżniczka Arra, córka króla. Przyszłam ci coś przekazać, bo dobrze ci z oczu patrzy, Atrianie.

— Co?

— Nie możesz podejść za żadne skarby do próby bogów.

— Dlaczego?

— Bo mój ojciec nie gra czysto. On cię oszuka.

— Cały dwór słyszał, co król mi obiecał.

— Tak, ale on upewni się, że nie przejdziesz próby bogów!

— Jakim niby sposobem?

— Bo wykorzysta, zamiast czarnego i białego, dwa czarne kamienie.

Atrian zamilknął, czując, jak na jego twarzy rysuje się uśmiech. Podziękował księżniczce za informacje i w spokoju położył się spać. Gdy nadeszła dwunasta, strażnik zaprowadził go przed oblicze króla, który z uśmieszkiem wskazał Atrianowi drzwi jedną ręką, a drugą — stół z zakrytymi dwoma kamieniami. Uśmieszek króla jednak zelżał, gdy ujrzał on radosny uśmiech Atriana. Król usiadł z wrażenia, oglądając, jak Atrian zmierza ku stołowi i wskazuje wszystkim biały kamień.

Tak jak zostało powiedziane, król zrobił z Atriana obywatela Alammakotty, a ten ożenił się z księżniczką Arrą, córką władcy, i oboje wiedli szczęśliwe życia jako najdostojniejsi włodarze Alammakotty.

Jak Atrian przeszedł próbę bogów?!

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License